/>

piątek, 29 maja 2015

Inaczej.

Zamierzam trochę zmienić tematykę bloga. Sesja za sesją jest całkiem nudna, więc postanowiłam, że będzie on... o wszystkim. Dosłownie. Nie zabraknie tu simsów, ale chciałabym ogólnie żeby nie byłoby tak pusto. 
Lecz wracając do starego tematu niedawno natchnęło mnie na stworzenie nieidealnej simki. 
Może i na pierwszy rzut oka ma okulary, piegi, małe cycki i jest ruda, ale właśnie o to mi chodziło. Chciałam zebrać jak najwięcej tzw. przez społeczeństwo ,,wad'' i zrobić z tego coś ładnego. 
Swoją drogą to dość dziwne, że ludzie wymyślają sobie jakieś normy i zasady, jeśli chodzi o wygląd. W sumie to skąd przyjęło się, że piegi, okulary, krzywe nogi są brzydkie? No właśnie. Sami sobie to wymyśliliśmy, a teraz płaczemy, bo nie wpasowujemy się w wyimaginowane piękno. Tylko dlaczego?
Pamiętam, że gdy miałam około 7 lat, zawsze chciałam być ruda. Kojarzyło mi się to z czymś wyjątkowym, nadzwyczajnym. Hah, nawet na siłę ustawiałam się pod odpowiednim światłem, żeby wyglądało, jakbym była ruda. A potem poszłam do szkoły. Tam większość osób- bardziej lub mniej świadomie- wpajała mi stereotypy o tym, że rudzi ludzie są fałszywi. I chyba im uległam. No może nie aż tak, ale przestałam traktować tą rudość jako coś pięknego, ale jako zwykły kolor włosów, tak jak blond czy brązowy. 
W trzeciej klasie dostałam okulary. Nienawidziłam ich z całego serca, i gdyby nie nauczyciele i rodzice, pewnie dziś byłabym ślepa jak kret, ale nie założyłabym ich. Dzisiaj zastanawiam się, dlaczego traktowałam wadę wzroku jako coś okropnego. Może dlatego, że żadna z moich idolek jej nie miała? Oczywiście mówię tu o wróżkach Winx, ale whatever. Obiecałam sobie, że jak tylko skończę 12 lat, wyrobię sobie szkła kontaktowe.
Diastemę miałam od kiedy wyrosły mi zęby stałe. Serio ją lubiłam, można powiedzieć, że to był mój znak rozpoznawczy. Kiedyś nawet pani ortodonta powiedziała, że mogę ją usunąć nosząc stały aparat, ale ja nie chciałam. Nie wiem, czy z zamiłowania do diastemy, czy z lęku przed stałym aparatem, ale po prostu nie chciałam. Zmieniłam zdanie w czwartej klasie, kiedy to poszłam do nowej szkoły. To tu pierwszy raz padały teksty typu ,,fajna szpara'' ,,ile słomek w niej zmieścisz?'' i ,,to wygląda ochydnie''. Od tego czasu zaczęłam się uśmiechać bez pokazywania zębów.
W sumie mogę tu powymieniać jeszcze więcej anegdot z mojego życia, tylko po co? Miałam zamiłowanie do piegów, do czarnej skóry, i nie widziałam nic złego w byciu grubym czy niskim. Każdą z tych rzeczy zmieniło społeczeństwo. Zaczynając od moich bliskich znajomych i kończąc na mediach.
Dużo czasu mi zajęło, aby zobaczyć, że to nie ma sensu. Że próbujemy bezowocnie wpasować się do norm społecznych. 
Tak naprawdę, w życiu chodzi o to, żeby być kim się chce. Jeśli coś Ci się nie podoba, to  to zmień. A jeśli Ci się podoba, a innym nie- chodź z uśmiechem po ulicach i miej wywalone na innych. Bo pierwszym krokiem do szczęścia jest akceptacja samego siebie. 
Teraz kocham swoją diastemę, swoje krzywe nogi, krótkie palce. I dalej chcę być ruda. Noszę soczewki kontaktowe. Jestem taka, jak się sobie podobam. I naprawdę to lubię.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz